Czwarty.
Różne są pocałunki. Niektóre upragnione, wyczekane i wielokrotnie przeżyte w wyobraźni, zanim wydarzą się naprawdę. Niektóre oczywiste, naturalne i za każdym razem takie same. Niektóre to pomyłki - przypadkowe, pijane, głupie. Znam takie, w których nie brak czułości i takie, które dyktuje przekora. Kilku żałowałam prawie natychmiast, a nieliczne przechowuję w pamięci jak drogie skarby. A do jakiej kategorii należał ten, który właśnie przeżywaliśmy pod rozgwieżdżonym norweskim niebem i w miejscu, którego ślubowałam już nigdy w życiu nie oglądać? Był przede wszystkim abstrakcją, ale też rosnącą namiętnością. Usta tego obcego faceta totalnie mnie obezwładniały. Badałam powierzchnię jego skóry opuszkami palców, oczy miałam zamknięte i chłonęłam. Nie myślałam zbyt wiele, bo myślenie jest wrogiem działania. Odnosiłam tylko niejasne wrażenie, że pasujemy do siebie i że właśnie dzieje się coś dobrego. Nawet nie wiem kiedy przeszliśmy do pozycji półleżącej. Nie odrywał się ode m...