Posty

Czwarty.

Różne są pocałunki. Niektóre upragnione, wyczekane i wielokrotnie przeżyte w wyobraźni, zanim wydarzą się naprawdę. Niektóre oczywiste, naturalne i za każdym razem takie same. Niektóre to pomyłki - przypadkowe, pijane, głupie. Znam takie, w których nie brak czułości i takie, które dyktuje przekora. Kilku żałowałam prawie natychmiast, a nieliczne przechowuję w pamięci jak drogie skarby. A do jakiej kategorii należał ten, który właśnie przeżywaliśmy pod rozgwieżdżonym norweskim niebem i w miejscu, którego ślubowałam już nigdy w życiu nie oglądać? Był przede wszystkim abstrakcją, ale też rosnącą namiętnością. Usta tego obcego faceta totalnie mnie obezwładniały. Badałam powierzchnię jego skóry opuszkami palców, oczy miałam zamknięte i chłonęłam. Nie myślałam zbyt wiele, bo myślenie jest wrogiem działania. Odnosiłam tylko niejasne wrażenie, że pasujemy do siebie i że właśnie dzieje się coś dobrego. Nawet nie wiem kiedy przeszliśmy do pozycji półleżącej. Nie odrywał się ode m...

Trzeci

  Kiedy Lars Pettersen mówi ci, że musicie się spotkać, najlepiej od razu zamów sobie taksówkę i nie trać czasu na odmowy. To najbardziej uparty człowiek na świecie, który i tak postawi na swoim. Wchodząc do Pustu, w którym kiedyś regularnie pijaliśmy kawę ze sztabem i zawodnikami, poczułam w sercu maleńkie ukłucie. Nic się w tym wnętrzu nie zmieniło. Ściany przyozdobione były fantazyjnymi grafikami, z głośników sączył się leniwie skandynawski folk, a napoje podawano w jaskrawozielonych szklankach, jakich nigdzie indziej nie widziałam. Mimowolnie przypomniałam sobie, że Kenneth zamawiał wyłącznie gwatemalską kawę Jaqueline i wsypywał do niej więcej cukru niż powinien, a Johann nienawidził spienionego mleka. Zatonięcie w ramionach Larsa na dobrych kilka minut pogłębiło mój nostalgiczny nastrój. Naprawdę za nim tęskniłam, planowałam jednak być nieugięta. Pięć kaw później (w tym dwie z wkładką) mój opór się nie zmniejszał, ale Lars był kompletnie głuchy na argumenty. - Słuchaj...

Drugi.

Odbijania się od dna dzień pierwszy.   Zjadłam na śniadanie owsiankę i zapiłam ją piwem imbirowym, by odsunąć w czasie kaca. Potem długo brałam prysznic z absurdalną nadzieją, że to zmyje ze mnie chociaż część brudu, w którym grzęzłam przez ostatnie tygodnie. Spędziłam resztę nocy w mieszkaniu Bjorna, co było posunięciem niezwykle rozsądnym, biorąc pod uwagę zaawansowane stadium naszej znajomości. Na szczęście był gejem, więc – uwaga, pierwszy sukces! – udało mi się nie zdradzić Daniela po raz kolejny. O ile można to jeszcze rozpatrywać w tych kategoriach, bo z jego wczorajszego monologu wychwyciłam mniej więcej tyle, że jestem kłamliwą zdzirą i nie chce mnie więcej widzieć. Wiem, że niedorzecznie to brzmi w tych okolicznościach, ale naprawdę zależy mi na Danielu. Uwielbiam jego uśmiechnięte oczy, absurdalne poczucie humoru i głębokie zaangażowanie we wszystko, co robi. Uwielbiam jego pomysłowość, bezpośredniość, liczne pasje, którym oddaje się całym sobą, a których większość ś...